Światło i ciemność

Ks. Jan Pałyga SAC

Książka, którą oddaję w ręce czytelnika, nie jest życiorysem, nie jest też pracą źródłową, chociaż opiera się na źródłach. Jest natomiast opowieścią i refleksją „we dwoje”, czyli autora i Siostry Kolumby Białeckiej, nad jej życiem i dokonaniami w oparciu o teksty jakie pozostawiła po sobie oraz opinie sióstr, które ją znały. Książka ta ma swoją historię, która rozpoczyna się od zgody autora na napisanie życiorysu tej właśnie siostry. Po zapoznaniu się z istniejącymi już biografiami wydawało mi się, że nie będę miał większych trudności w napisaniu strawnego, czyli ujętego w popularniej formie, życiorysu. Gdy zabrałem się do pracy, ku mojemu zdumieniu, zaczął mi wychodzić życiorysik, nawet mniej zgrabny od tych, jakie już istnieją. A co gorsze, siostra Białecka – ta niezwykła najpierw dziewczyna, a potem zakonnica, zaczęła mi się rysować, jako osoba w stylu: buzia w ciup, oczy w słup. Nie, nie, tak nie może być – mówiłem do siebie. Byłaby to krzywda wyrządzona zmarłej, której osobowość, zaczęła mnie fascynować.

Należało wiec zastanawiać się nad inną wersją tekstu, ale znowu siostra Białecka zaczęła się jawić jako osoba owszem, znakomita, lecz zbyt martwa, hieratyczna. A przecież dzieło, jakiego dokonała przy swoim słabym zdrowiu i jakże niełatwym usposobieniu, wskazywało na zupełnie coś innego. Trzeba więc było na nowo rzecz przemyśleć. I tak zrodził się pomysł napisania książki publicystycznej, która byłaby swego rodzaju zapisem rozmowy z Siostrą Kolumbą Białecką. Gdy o tym powiedziałem dominikance, Siostrze Róży Kwiecień, mojej protektorce, była wyraźnie zdegustowana. Co ksiądz wymyślił, żeby ze zmarłą rozmawiać. Coś takiego - strapiła się. A no wymyśliłem i tak już zostanie – powiedziałem, mimo jej wyraźnego niezadowolenia.

Rozpocząłem więc rozmowy z Siostrą Kolumbą Różą Białecką. I ku mojej radości ona ,,ożyła”. W mojej wyobraźni, a później na kartkach papieru jej twarz nabrała rumieńców, a oczy blasku. Zniknęła hieratyczność, a ta ze wszech miar nieprzeciętna osoba stała się głęboko ludzka. Bardzo mnie to ucieszyło. Nie lubię bowiem świętych z obrazów kościelnych. Tam ukazywana jest tylko bardzo niewielka część prawdy z ich życia i drogi, jaką szli ku Bogu. Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak powiedzieć, że wizerunki ludzi mówią najczęściej tylko o tym, co stało się po ich śmierci, czyli przedstawiają ich w chwale ołtarzy. Cały miąższ życia zaś pozostaje w dziełach, jakie zostawili lub świadectwach tych, którzy ich znali.

Jak potoczyły się moje rozmowy z siostrą i czego dotyczyły – znajdzie Czytelnik w książce. Tutaj chciałbym powiedzieć kilka słów na temat tego, co w tych rozmowach, stanowiło dla mnie największy problem. Była to sprawa uchwycenia przyczyn wielkich cierpień wewnętrznych – duchowych Siostry. Nie wszystko bowiem dało się wyjaśnić tylko trudnościami zewnętrznymi i konfliktem z księdzem Julianem Leszczyńskim jej i całego zgromadzenia w czasie jego powstawania. Patrząc jedynie z punktu widzenia naturalnego, Siostra Białecka nosiła w sobie coś kryzysogennego. Czynnikami tymi były na pewno jej niezwykła wrażliwość i dwoistość powołania. Przez całe życie zastanawiała się nad tym, czy nie powinna była wstąpić do zakonu kontemplacyjnego. Ale tu zaraz pojawiało się pytanie, co znaczyło owo cierpienie w porządku religijnym. Czy była to nowa droga ku Bogu (ku czemu ja się skłaniam), czy też tradycyjna droga uświęcania się, z owym oczyszczeniem czynnym i biernym, opisywanym przez różne szkoły ascetyczne i wielu mistyków.

Kolejna sprawa to trudność uchwycenia sił, które miały wpływ na stan jej duszy, czyli ciągłą niepewność. To poczucie niepewności było dla siostry czymś niezwykle trudnym. Tylko przez niewiele dni w jej życiu wszystko było jasne i proste. Na zawsze pozostanie tajemnicą, jak mogła ona w tym stanie żyć, iść ku Bogu i realizować zlecone jej dzieło. Był to jeden wielki cud łaski Bożej.

Książka składa się z pięciu części tematycznych, na zakończenie których dokonuję czegoś w rodzaju podsumowania i komentarza, a także uwypuklam pewne zagadnienia nie nadające się do ujecie kolokwialnego.Jak natomiast wyglądała strona techniczna rozmów – z tym zapozna się czytelnik w poniższym wprowadzeniu.

Wprowadzenie

Proszę Siostry, wiem, że umarła Siostra 18 marca 1887 roku, a mimo to chcę z siostrą porozmawiać o jej życiu i dokonaniach. Myślę, że pomysł ten nie wzbudzi zdziwienia, gdyż jestem przekonany, że podobnie jak i ja, żyjąc na ziemi wierzyła Siostra w prawdę o świętych obcowaniu. Ponadto jestem głęboko przekonany, że niebo, w którym Siostra z pewnością przebywa, jest obok nas. Św. Paweł bowiem nie na darmo mówi o Bogu, że w nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. Dlatego też będę rozmawiał z Siostrą jak z kimś, kto siedzi naprzeciw mnie i słucha moich pytań i wątpliwości. Treść wypowiedzi Siostry zaczerpnę z tego, co wiem o jej rodzinnych stronach, życiu i zmaganiach, o czym mówią notatki, listy, a także inne pisma, jakie wyszły spod Siostry ręki. Skorzystam także z życiorysów Siostry napisanych po jej śmierci. Ponadto pozwolę sobie w usta siostry włożyć te problemy i przeżycia, o których wprawdzie nie ma wyraźnej mowy w tekstach, ale wynikają z ducha Siostry. Stanie się to jednak dopiero wtedy, gdy dojdę do przekonania, że tak właśnie odpowiedziałaby Siostra na postawione pytania.

Rozmowy prowadzić będziemy w obecnej rzeczywistości, czyli dziś. Co Siostra na to? – Myślę, że Siostra powie: dobrze. A ja wyciągam wniosek: Jesteśmy więc umówieni.

W górę